Ola uczy się gotować... czyli co mi nie wyszło w kuchni
Blog > Komentarze do wpisu

Rosół - krok po kroku

Na początek - ostrzegam. To zupa, która wymaga precyzji, czasu, ostrożności i cierpliwości. Dobry rosół musi się dłuuuugo gotować, więc jeśli ktoś chce mieć rosołek na szybko, to niech nie czyta dalej, tylko zje jakąś chińską zupkę :)

W tajniki rosołowe wprowadziła mnie jak zawsze moja niezawodna mama. I tak chyba powinno być, że najlepsze przepisy przekazują nam nasi najbliżsi - jest wtedy szansa na zachowanie tego smaku dzieciństwa, tego zapachu domowej kuchni i dzięki temu, nawet 2000 km od domu, w niedzielne popołudnie możemy cofnąć się w czasie i przestrzeni.

Dlaczego niedzielne? Bo u mnie zawsze rosół gotowało się w niedzielę. Wtedy nikt się nie spieszy do pracy, dzień płynie leniwie i można znaleźć czas na przygotowanie naszej zupy nad zupami.

A dlaczego tak doniośle? Bo rosół, mili moi, to wywar, który może nas potem wyżywić przez kolejny tydzień - na nim łatwo przyrządzić przepyszną pomidorową, błyskawiczną grzybową, jarzynową; można go wykorzystać jako bazę do treściwych sosów lub jako dodatek wywarowy do pieczeni i mięsiw wszelakich.

No dobra, wstępy przydługie stępiają zainteresowanie, więc voila, oto przepis na mój rosół.

Składniki:

spora porcja rosołowa z kurczaka (może być sam korpus)

włoszczyzna (marchewki, korzeń pietruszki, seler, por, natka pietruszki, cebula)

 

Warzywa na rosół

 

przyprawy (3-4 ziarnka pieprzu, 1 ziele angielskie, 1 liść laurowy, łyżka jarzynki, 1-2 kostki bulionowe (np. wołowa i drobiowa); dla smakoszy - odrobina lubczyku

nieobowiązkowo - kawałek kapusty włoskiej lub 2 różyczki kalafiora

Przygotowanie:

Mięso trzeba dokładnie oczyścić, usunąć wszelkie "krwawe" zabrudzenia, oskubać z pozostawionych fragmentów pierza (czasem takie kłykcie gdzieniegdzie wystają), a następnie wymoczyć w zimnej wodzie i opłukać.

Włożyć do dużego garnka i zalać świeżą zimną wodą. Gotować aż do wrzenia, pilnie obserwując, tak aby nie przegapić momentu zebrania się burzyn, które natychmiast usuwamy (najlepiej robić to łyżką cedzakową, aby nie zgarnąć razem z szumowinami niezbędnego tłuszczu). Po odszumowaniu natychmiast zmniejszamy ogień do minimum, tak aby rosołek powoli pykał.

W tak zwanym międzyczasie, po zalaniu porcji zimną wodą a przed odszumowaniem, przygotowujemy jarzyny. Marchewki obieramy i kroimy wzdłuż, również wzdłuż kroimy pora (bardzo dokładnie myjemy go pod bieżącą wodą, żeby wypłukać piasek i inne niespodzianki), obieramy pietruszkę i selera. Cebulę nabijamy na szpikulec i opalamy nad płomieniem, aż do przypalenia skórki (tej pierwszej wierzchniej - cebuli do rosołu nie obieramy!) - ten prosty trik zapewni naszej zupie cudowny, złoty kolor i niepowtarzalny aromat.

 

 

 

Umyte warzywa oraz opaloną cebulę wraz z przyprawami wrzucamy do garnka z mięsem po dokładnym odszumowaniu i po zmniejszeniu siły płomienia.

Gotowanie:

Rosół, jak już wspominałam, to zupa specyficzna, wymagająca przede wszystkim czasu. Dlatego pozwalamy jej na leniwe gotowanie się na jak najmniejszym ogniu przez minimum 2-2,5 godziny. Ja z reguły nie gaszę ognia przed upływem 3 godzin. Jeśli za dużo wody odparuje, a zależy nam na objętości (bo np. część rosołu chcemy sobie zamrozić) można dolewać przegotowanej wody. Smaku długo gotowanego wywaru to na pewno nie pogorszy.

 

 

 

Uwaga - jeśli dodajemy kostki i jarzynkę, to rosół solimy dopiero pod koniec czasu gotowania, wcześniej sprawdzając, czy zupa rzeczywiście tej soli potrzebuje. Również na końcu dodajemy świeżo posiekaną natkę pietruszki (w sezonie zimowym ratuję się mrożoną).

Szkół podawania rosołu jest wiele. Są tacy, którzy podają go klarownym, odcedzonym. Ja należę do barbarzyńców, bo zjadam talerz rosołu wraz z pływającymi w nim jarzynami oraz z dużą iloscią makaronu (polecam gniazdka). Pyyyyyyszota! Wspaniale rozgrzewa, wprawia w dobry nastrój i poprawia samopoczucie.

Smacznego!

niedziela, 01 lutego 2009, sellfishh